Tomek nadaje: Smutek i wściekłość, czyli Mad Season z płytą „ABOVE”

 

Gdyby nie było Seattle, nie byłoby sceny grunge… Tak ochrzczonej przez krytyków muzycznych i dziennikarzy z Ameryki. Po sukcesach Nirvany, Pearl Jam, Soundgarden i Alice In Chains scena zaczęła tracić na blasku, a wymienione zespoły przeszły do historii rocka jako „Wielka Czwórka” z deszczowego stanu USA.

 

Gdyby nie było Layna Staleya – nie powstałby „Above”. Bo choć Mad Season to projekt kilkuosobowy, to Layne zapisał w niej głębie, którą czuć od pierwszych wyśpiewanych słów. Rozpoczynający płytę „Wake up” przepełniony jest smutkiem… Autentycznym, prawdziwym wyznaniem człowieka, który chce powiedzieć coś osobistego. Tego z pewnością w życiu Staleya było wiele, jak to bywa u prawdziwych, autentycznie wrażliwych rockmanów. Głębokie, apatyczne dźwięki rozpoczynające „Above” są zwiastuem tego, że będzie to podróż głęboka, przemyślana, wprowadzająca słuchacza w wymiar, który nie pozostawi w nim obojętności.

 

Mad Season – Wake Up

 

„Above” to krążek, którego nie słucha się lekko. To muzyka do której trzeba dojrzeć, znaleźć dla niej miejsce, zrozumieć. Gdyby ktoś sklasyfikował ją wyłącznie do kategorii grunge z tytułu korzeni Alice In Chains z którego pochodzi Staley, uznałbym to za duże, niesprawiedliwe uproszczenie. W tej muzyce jest dużo więcej potencjału, wymiaru, emocji. Jest w niej smutek oraz wściekłość – te emocje przeplatają się podczas całej podróży z „Above”. Jest ciężar gitar, wolnych, niskich. Jest melodyjność. Oszczędna, lecz budująca niesamowity klimat. Mad Season swoim stylem gry pokazał, że to co dla nie wstajemniczonych, określane grungem, nabrało innego wymiaru. Bo takie utwory jak „Wake up”, „River Of Deceit” czy „Lifeless Dead” potrafią pokazać na co stać muzyków ery rocka z Seattle.

 

Mad Season – River Of Deceit

 

Cała płyta, utrzymana w dość nihilistycznym klimacie, pokazuje doskonale z czym zmagał się sam Layne… Depresją, brakiem kontroli nad własnym życiem, uzależnieniem od heroiny. Jest to płyta piękna, lecz emocjonalnie trudna w odbiorze, neurotyczna. Sama okładka krążka doskonale odzwierciedla jego charakter. Czerń i biel to doskonałe odzwierciedlenie skrajności, która będzie towarzyszyć słuchaczowi podczas podróży z „Above”. To płyta wyjątkowa.

 

Tomek – miłośnik alternatywnego rocka polskiego (lata 80te i 90te) oraz amerykańskiego (specjalizacja cała scena grunge). Amatorsko gra na gitarze, czasem coś skomponuje i napisze jakiś tekst. Kolekcjoner płyt.