Barlinecki Meloman recenzuje: sic! z płytą „Wrzawa”

facebook | youtube

 

Zespół sic! od samego początku miał spore szanse, by celnie trafić w moje gusta. Na papierze wszystko się zgadzało, zwłaszcza fragment, w którym gdańska kapela jako jedną ze swoich głównych inspiracji podaje Korna bądź też Rage Against The Machine. Dziś już raczej niewielu tak gra. Pierwotna forma nu metalu odeszła w zapomnienie (ku uciesze wielu), więc sic! reprezentuje już zupełną niszowość. Przynajmniej pod kątem samego stylu. Niedawno ukazała się debiutancka płyta zespołu, zatytułowana „Wrzawa”. Album zawiera w sobie dużo, naprawdę bardzo dużo elementów, za które pokochałem Korna, ale, paradoksalnie, nie z każdej perspektywy będzie to atut. Postaram się wyjaśnić, skąd wziął się taki, a nie inny stan rzeczy.

 

Zacznę od tego, że zanim mogłem przystąpić do odsłuchu, płyta musiała się sporo naczekać (co było tylko i wyłącznie moją winą, za co w tym miejscu chciałbym zespół raz jeszcze przeprosić). Pod ręką miałem tylko dwie kompozycje promujące materiał: „Produkt uboczny” oraz „Podzieleni”, z których ta pierwsza zaczęła lecieć u mnie dość często. Spodobał mi się obrany przez muzyków kierunek stylistyczny oraz całkiem ciekawy wokal Marka Stąsiek, który ma potencjał do zabawy głosem oraz do eksperymentowania. Ale po jednej czy dwóch kompozycjach nie ma co oceniać albumu. Gdy wreszcie uzyskałem możliwość pełnego odsłuchu i odpaliłem „Nic więcej„, uderzyła we mnie typowo „kornowa” linia basu. Takich momentów jest więcej: chociażby początkowa, nieco psychodeliczna linia gitarowa z utworu „Rój”, która mocno mi się kojarzy z motywem z „Camel Song” Amerykanów, lub wyjątkowo niskie tony w „Kratach”. Zupełnie jakbym zaczął słuchać pochodzących z lat 90. zagubionych pomysłów kapeli z Bakersfield, które zarejestrowano, po czym o nich zapomniano. W kontekście całego albumu inspiracja jest aż nadto zauważalna, zabrakło tylko tego przytłaczającego, niepokojącego i bardzo gęstego klimatu. To ten nu metal, w którym nie znajdzie się sampli, gramofonów oraz elektroniki, ani nawet czysto rapowanych wersów. Wyczuwalny jest za to groove, ciężar połączony z melodyjnością oraz mniej lub bardziej dyskretne smaczki, w które trzeba się już wsłuchać. Coś z grunge’u też się znajdzie, choć myślę, że to raczej subtelny dodatek. Jako ciekawostkę można dodać, że w pewnym momencie (końcówka wspomnianych „Krat”) zespół ucieka w stronę punka. Tak więc nie jednym gatunkiem stoi „Wrzawa”.

 

 

Cały materiał to jak na obecne (zbyt zaniżane) standardy solidna kobyła, licząca sobie niemalże godzinę trwania. Składa się na nią dziesięć kompozycji dość ciężkich, lecz jednocześnie nie popadających w skrajność. Powiedziałbym, że „Wrzawa” to materiał całkiem przystępny, mimo energii i ciężaru raczej łatwy do przyswojenia, choć w tym chwilami mogą ciut przeszkadać najdłuższe kompozycje, nieco zbyt rozciągnięte. Album ma wydźwięk dość „młodzieżowy”, co wiąże się nie tylko z gatunkiem, ale również i treściami. Z jednej strony można je nazwać buntem, ale z drugiej uważam, że bardziej jest to po prostu opis naszej rzeczywistości. Z uwzględnieniem odrzucenia, wzlotów i upadków, relacji miłosnych, oraz, tradycyjnie, walce z ograniczeniami narzuconymi przez system. I to już jest buntownicze. Wiadomo, nic odkrywczego, ale nie ukrywam, że z niektórymi fragmentami całkiem dobrze się utożsamiam. Treści sprawnie komponują się z wokalem Marka, dla którego nie jest problemem zarówno rzucić melorecytacją (jak dla mnie mógłby spróbować i z pełnym, mocnym rapem), dodać do swojego głosu trochę obłąkania (jednakże bez przesady), jak i przejść na mocny, głęboki wrzask, zbliżony postacią do klasycznego growlu.

 

sic! – Podzieleni [Official Video]

 

Czy „Wrzawa” zaskakuje? I tak, i nie. Jeśli ktoś jest zaznajomiony z takimi brzmieniami, raczej nie poczuje się zbity z tropu. Jednocześnie wplecione gdzieś w album solówki gitarowe (nie jest ich wiele, ale w tej muzyce wyróżniają się bardzo), czy też całkiem intrygujące zabawy gitarą (takie jak w „Nie mów mi„) mogą być dość mylące, tak samo jak dyskretna psychodelka, która czasem nieśmiało wychyla się w stronę odbiorcy i uświadamia go o swoim istnieniu. Za to pod względem inspiracji album nie zaskakuje ani trochę. I to jest właśnie jednocześnie jego bardzo duży atut i wyraźny minus. Ja lubię takie brzmienia, wręcz mam do nich słabość. Ale mimo wszystko wydaje mi się, że ten Korn chwilami po prostu za bardzo z sic! wyłazi. To głównie momenty, które nie dają zapomnieć o tym, że była sobie kiedyś taka metalowa Kukurydza. W kontekście całego materiału nie wybija się to aż tak, i zarazem nie wprawia w konsternację. Bardzo rad jestem, że wciąż dobiera się takie wzorce, cieszy mnie też fakt, że gdańscy muzycy z udanym skutkiem przypominają nam, jak się grało w latach 90. – bo ze współczesnością ten materiał za wiele wspólnego nie ma. Niemniej myślę, że byłoby zespołowi na rękę, jakby przy następnych nagraniach trochę bardziej wyeksponował swoją własną, indywidualną duszę, którą niewątpliwie posiada.

 

 

Żeby nie było – uważam „Wrzawę” za rzeczywiście udany materiał, i pewnie będę jeszcze do niego wracać. Z mojej strony wszelkie uwagi były raczej sugestiami i wskazówkami. Potencjał jest duży, zwłaszcza na eksperymentowanie – chociażby na uczynienie tych dźwięków bardziej nieprzewidywalnymi i dezorientującymi. Nutka szaleństwa (która już, choć nieśmiało ale jednak, momentami przebija się z wokalu) pięknie by współgrała z tym kierunkiem. „Wrzawa” to dobry album, tylko może trochę zbyt… zachowawczy. Oczywiście, co zespół z moim gadaniem zrobi, to tylko i wyłącznie jego sprawa. Mam tylko nadzieję, że nie zmarnuje on wspomnianego potencjału, bo zwyczajnie byłoby go szkoda. Niezależnie od tego, jakie kroki zostaną podjęte w przyszłości, liczę na to, że sic! brzmieniowo nie wybiegnie do teraźniejszości.

 

Barlinecki Meloman

blog // facebook // instagram // recenzje 

Mam na imię Łukasz. W różnym stopniu interesuję się różnymi rzeczami, ale kilka lat temu muzyka stała się moją życiową pasją. Sukcesywnie rozwijam ją na swój sposób i nie wyobrażam sobie bez niej życia. Życzę miłego czytania!

recenzje@rockkompas.pl