Barlinecki Meloman recenzuje EP „Ślad” zespołu Flying Hammer Experiment

 

Czasy nastały takie, że najlepiej po prostu siedzieć w domu. I tak brakuje obecnie ciekawych zajęć: koncerty odwołane, lokale pozamykane… A skoro mamy siedzieć w domu, to dobrze by było znaleźć sobie przy okazji jakieś zajęcie. Można obejrzeć film, można poczytać książkę, można także poszukać jakiejś nowej, ciekawej muzyki. I w tym miejscu mogę zaproponować głodnym nowych brzmień drugą EPkę zespołu o dźwięcznej nazwie Flying Hammer Experiment, mającą tytuł „Ślad”, którą miałem za zadanie zrecenzować.

 

Jak wypada nowe dzieło muzyków z Kędzierzyna – Koźla? Jest to płyta krótka, treściwa, nieco ciężka do jednoznacznego zdefiniowania jej stylu. Grupa wyraźnie czerpie z hardcore’u, ale nie jest jednak aż tak brutalna – melodii nie brakuje, a całość nie nakręca do miotania się po całym pokoju w czystym szaleństwie. Powiedziałbym, że jest to po prostu wydawnictwo, przy którym można potupać nóżką, a w mocniejszych momentach i pomachać główką (nie wiem, jak na koncertach, w końcu z prezencją na żywo nie ma żadnego porównania). Spokojnie, lukru tutaj nie uświadczycie. Jest za to konkretne brzmienie – perkusja nie gubi nigdzie energii, bas bulgocze jak powinien, a riffy mają w sobie dobry groove.

Sam krążek dzieli się na dwie części: mamy dwa utwory po angielsku i dwa po polsku. Te wykonane w naszym ojczystym języku wydają mi się ciekawsze, i to nawet niekoniecznie ze względu na liryki – po prostu lepiej wypadają ogólnie. Riffy bardziej mi się podobają, solówki także niczego sobie… Jakoś to wszystko lepiej mi ze sobą współgra. Ale jeśli zespół także w przyszłości będzie chciał utrzymać koncepcję dwujęzycznych płyt, to jak najbardziej jestem za – takie urozmaicenie na pewno nie zaszkodzi.

 

 

A jak z wokalem? Są i partie czyste, i growle, będące częścią tej mocniejszej (czytaj: lepszej) strony FHE. Brzmią one głęboko, i jednocześnie naturalnie, jakby nie sprawiały wokaliście grupy, Kostarowi, żadnych trudności. Może i jakoś szczególnie się nie wyróżniają, ale są jakie być powinny. To głównie wokale pełnią rolę regulacji intensywności dźwiękowych doznań – muzyka z grubsza trzyma się jednej stylistyki, nie ma np. odchyłów balladowych, a wokal dzieli się jednak na dwie istotnie różne części. Prawdopodobnie z samym growlem (czy też samym śpiewem, choć o to bym akurat zespołu nie podejrzewał) byłoby dosyć nudno, więc ogólnie możemy się cieszyć z tego, co mamy…

…chociaż prawda jest taka, że jest tego nie za wiele. To tylko EPka, licząca sobie cztery utwory i nieco ponad szesnaście minut grania. Muzycy wspominali, że na tej płycie dali z siebie absolutnie wszystko – i pod względem techniczno-kompozytorskim mogę im uwierzyć. Ale nie jestem do końca pewien, czy ta EPka w pełni ukazuje pełen potencjał FHE. A nawet jeśli, to i tak w dalszym ciągu można odczuć pewien niedosyt. Ilościowy niedosyt. Jaki z tego wniosek? Tytuł płyty „Ślad” pasuje idealnie – ten krążek to właśnie taki ślad, który pozostawiła po sobie grupa. Próbka ich możliwości, tego, na co ich stać. Może następne wydawnictwo FHE będzie już pełnoprawnym longplay’em? Cóż, z drugiej strony wybiegać w przyszłość nie musimy – mamy na głowie teraźniejszość, która w ostatnich dniach nieco się pokomplikowała. Więc tak: jak już siedzicie w domach, to nie zaszkodzi posłuchać sobie czegoś nowego. Tutaj jest kolejna propozycja. Ślad już pozostawiono, i nie trzeba go specjalnie szukać.

 

 

Mam na imię Łukasz. W różnym stopniu interesuję się różnymi rzeczami, ale kilka lat temu muzyka stała się moją życiową pasją. Sukcesywnie rozwijam ją na swój sposób i nie wyobrażam sobie bez niej życia. Ten blog to miejsce, w którym chciałbym przedstawić rockowo-metalowy świat z mojej perspektywy. To tyle, życzę miłego czytania!

Barlinecki Meloman blog

Barlinecki Meloman facebook

Barlinecki Meloman instagram