Barlinecki Meloman recenzuje zespół Hard Rider!

facebook | youtube | soundcloud

 

Kto tęskni za dawną muzyką? Za starymi, sprawdzonymi patentami? A może ktoś z Was marzy o tym, by cofnąć się w przeszłość, by wczuć się w tamten muzyczny świat? Niestety, ale obecnie podróże w czasie nie są możliwe, trzeba radzić sobie w inny sposób. I w tym momencie najprawdopodobniej przyjdzie Wam z pomocą grupa Hard Rider.

 

Do recenzji zostało mi przysłane debiutanckie, niemające tytułu demo zespołu. Pięć utworów, dwadzieścia pięć minut, czyli w sam raz na początek, w sam raz by pokazać swoje możliwości. Wydanie skromne, ale znalazło się miejsce na teksty. A co do zawartości samego krążka, to dosłownie przenosi nas ona w lata 80. – jest to sentymentalne granie spod znaku hard rocka i heavy metalu, klasyczne do bólu. Momentami lekko skrzekliwy wokal, melodyjne, niezbyt skomplikowane riffy, podobne konstrukcje utworów, solo w każdym utworze, bez żadnych niepotrzebnych udziwnień…

…a utwór numer jeden kumuluje w sobie praktycznie wszystko, co może kojarzyć się z gitarowym brzmieniem tamtych lat. Chyba nie ma możliwości zobaczenia oczami wyobraźni czegoś innego, niż rozciągającej się przed nami aż po horyzont prostej drogi, przecinającej pustkowie. Jesteśmy tylko my, nasz samochód (pewnie jakiś amerykański krążownik szos), no i muzyka. Zresztą, sam tekst utworu jasno wskazuje, co muzykom po głowach chodzi. Może nawet jest w tym pewien cień przesady, no ale czy kiedyś ktoś by się tym przejmował? Nie sądzę. Na kolejnych kompozycjach tematyki się zmieniają, ale styl muzyczny już niekoniecznie (chyba, że by wyłączyć z tej reguły „Głos”, czyli utwór właściwie balladowy).

 

 

Na pewno podoba mi się ta determinacja zespołu, działanie w myśl tego, by jak najwięcej klasycznych dźwięków przenieść w czasy obecne. Oczywiście, podobnych zespołów zapewne nie brakuje, sam pomysł też nie był jakoś specjalnie oryginalny, ale nie o oryginalność chodzi. To chyba jeszcze nie te czasy. A jak ktoś dobiera sobie jakiś cel i stale się go trzyma, to tylko przyklasnąć.

Natomiast nieco mieszane odczucia mam, jeśli chodzi o ogólne brzmienie. Chwilami odnoszę wrażenie, że uderzenia w werbel jakby zanikały, „chowały” się za gitarami. Całość mogłaby być bardziej wyrazista. Podobnie z wokalem, całkiem dobrym, jednak chwilami również stłumionym, i z tego powodu bywa kłopot ze zrozumieniem tekstu. To pewnie kwestia tego, że płyta jest materiałem demo. Chyba, że było to zamierzone – w końcu duch lat 80. czuwa. Tak czy inaczej, to tylko moje własne spostrzeżenia.

EPka stanowi przyzwoity pokaz tego, na co stać ludzi tworzących Hard Ridera. Muzyka jest nastawiona konkretnie na jedną epokę i to głównie do jej wielbicieli jest kierowana. Pamiętajmy jednak, że to dopiero początek, debiut. Potencjał na pewno jest – a jak zespół go wykorzysta? To się okaże.

 

 

Mam na imię Łukasz. W różnym stopniu interesuję się różnymi rzeczami, ale kilka lat temu muzyka stała się moją życiową pasją. Sukcesywnie rozwijam ją na swój sposób i nie wyobrażam sobie bez niej życia. Ten blog to miejsce, w którym chciałbym przedstawić rockowo-metalowy świat z mojej perspektywy. To tyle, życzę miłego czytania!

Barlinecki Meloman blog

Barlinecki Meloman facebook