Barlinecki Meloman recenzuje – „A Welcome Memory Loss” zespołu SubLunar

www | youtube | soundcloudinstagram

 

Cieszę się, że debiutuję w gronie Rock Kompas jako recenzent, pisząc akurat o takiej płycie.

Kilka dni temu dotarł do mnie widoczny na zdjęciu album zespołu SubLunar. Przyznać trzeba, że wielokolorowa oprawa graficzna autorstwa Bernadetty Dziubiński przyciąga uwagę, może nam nawet lekko podpowiadać, czego możemy się spodziewać. Niby nie ocenia się płyty po okładce, ale ta tutaj dobrze pasuje do zawartości krążka. A to, co jest ładnie zapakowane powinno być też ładne w środku. Czas więc, by ten środek przedstawić.

Zacznę od brzmienia – pod tym względem album jest wprost rewelacyjny. Dźwięki są czyste, wyraziste, niczym nie zakłócone, a bas nie ginie w tle (czy to przypadek, że miksem zajął się basista, Jacek Książek?). Muzycznie również jest interesująco – „A Welcome Memory Loss” to album o wielu twarzach. Nadający się zarówno do niezobowiązującego słuchania w tle, jak i głębszego analizowania poszczególnych fragmentów wyraźnie progresywnych kompozycji. A skoro jest progresywnie, to musi być też bogato aranżacyjnie. Na szczęście nie przekłada się to na przesadną długość utworów, która nie każdemu by pasowała (chociaż mnie, biorąc pod uwagę styl albumu, zapewne by to nie przeszkadzało). Na płycie znajduje się tylko jeden kolos, ponad trzynastominutowy, zamykający album utwór „Suspension of Disbelief”. Jeśli nie wierzycie, że długie nie musi być nudne, proponuję zacząć odsłuch od końca płyty.

 

 

Zapytacie pewnie: progresywnie, bogato aranżacyjnie, no czyli jak? Po pierwsze: wydaje mi się, że muzycy momentami po prostu bawią się swoimi instrumentami. Czuć ten luz, swobodę. Również z tego powodu całość się nie rozciąga, mimo tego że średnia długość kompozycji wynosi ponad sześć minut. Panowie świetnie odnajdują się w spokojniejszych brzmieniach (króciutki, swego rodzaju przerywnik „The Longest Minute” z dodającymi smaku gitarami akustycznymi), nie boją się obficie wykorzystywać dobrych melodii, a jednocześnie potrafią też zabrzmieć ciężko (refren „Grains of Sand”). Z kolei przepychu i przeładowania tą różnorodnością tutaj nie dostrzegam.

Moje ulubione punkty tego wydawnictwa? Wspomniany „Grains of Sand”, rozpoczęty duetem gitary akustycznej i elektrycznej, z jednej strony delikatny, z drugiej momentami wręcz hardrockowy, ozdobiony kapitalną solówką, oraz bezdyskusyjnie najlepszy na tej płycie „43%”, z rewelacyjnym początkowym riffem i wyeksponowaną grą basisty, szczególnie w drugiej połowie utworu. Najlepsza część zaczyna się od 2:55, i trwa ona… właściwie do samej końcówki, przez ponad trzy minuty. Dekoracje złożone z szeptanych wokali, wyciszonych zaśpiewów oraz nienarzucającej się gitary (prym wiodą basista i perkusista) czynią z niej nie lada atrakcję dla naszych uszu.

Jeśli chodzi o wady… Mam pewien kłopot ze „Square One”, z powodu refrenu, w moim odczuciu banalnego, mało angażującego i bez emocji. Niby nic istotnego, jednak trochę zaburza mi odbiór całego utworu, kontrastowo mającego całkiem ciekawie zaśpiewane zwrotki. Utwór absolutnie nie jest zły, choć z innym refrenem byłby dużo lepszy. Czepialstwo? Może trochę, jednak inne istotniejsze wady albumu do głowy mi nie przychodzą. Chyba, że ktoś za wadę uzna mniej zapadające w pamięć pozostałe utwory lub ich fragmenty.

Odnoszę wrażenie, że „A Welcome Memory Loss” najbardziej może spodobać się m.in. fanom twórczości Riverside, do której dostrzegam pewne podobieństwa. Jak można najprościej określić oferowane przez SubLunar dźwięki? Muzyka rozbudowana, lecz niezbyt skomplikowana, angażująca, odpowiednia dla szerszego grona odbiorców ze względu na brak skrajności. A jeśli komuś nie wystarczy to, co napisałem, ma dodatkowy powód, by sięgnąć po tę płytę.

 

 

Mam na imię Łukasz. W różnym stopniu interesuję się różnymi rzeczami, ale kilka lat temu muzyka stała się moją życiową pasją. Sukcesywnie rozwijam ją na swój sposób i nie wyobrażam sobie bez niej życia. Ten blog to miejsce, w którym chciałbym przedstawić rockowo-metalowy świat z mojej perspektywy. To tyle, życzę miłego czytania!

Barlinecki Meloman blog

Barlinecki Meloman facebook